„Loteria – podatek dla tych, którzy nie znają rachunku prawdopodobieństwa”, czyli: nie grajcie w lotto!

Dzisiaj notka bardzo lekka. A przynajmniej dla piszącego, bo części czytelników z pewnością się nie spodoba. I zupełnie niezwiązana z techniką. Pierwsza z notek zachęcających do prostej czynności, którą sam nie zawsze wykonuje. Do pomyślenia chwilę przed zrobieniem czegokolwiek.

Wczoraj przypadkiem natrafiłem na prostą statystykę Totalizatora Sportowego. Jak sądzicie, ile osób daje się zrobić w jajo grając w lotto? Ja bym obstawiał, że jakieś 5, góra 10%. Biorąc pod uwagę, jak duża część naszego społeczeństwa to ludzie obdarzeni karygodnie niskim ilorazem inteligencji, mógłbym ostatecznie zgodzić się na 15%.

13 milionów

[z politowaniem] Taaaak Wyszo, naiwniaku jeden. Okazuje się, że co najmniej 2x w tygodniu obstawia prawie połowa (!!!!!). Liczba ludności naszego kraju wynosi 39 mln osób, z czego 7 mln to nieletni. To daje ponad (32 x 0,5 x 2) / 7 = 4,57 mln zł dziennie wydanych na kupony przez dorosłych Polaków!!! Dziennie! Przy założeniu, że każdy obstawia tylko za 2zł. I jak teraz brzmią medialne zapewnienia w stylu „wielka kumulacja, do wygania 10 mln złotych!”. Nagle 10 mln zrobiło się bardzo małą kwotą, prawda?

A kto wygrywa te 10 mln? Ano nikt. Jak to nikt?

Ktoś przecież wygrywa! I tutaj wkracza rachunek prawdopodobieństwa. Okazuje się, że szansa skreślenia szóstki wynosi 1 : 13 983 816! Co to w praktyce oznacza? To, że jeśli ktokolwiek kiedykolwiek wygrywa, to… nie Ty! Ani nawet nikt z Twojego miasta, czy województwa. Graliście kiedyś w jakąś grę fabularną? Wylosowała wam się postać mająca któryś współczynnik rzędu powiedzmy 12%? Mistrz gry rzucił kością K100 (w praktyce K100 = 2x K10), a Wy modliliście się, żeby ten rzut się udał. I co? I się nie udał. Jakiś czas później znów nastąpił test tej samej cechy. I co? I znów się nie udał. Dlaczego? Bo 12% to żadna szansa. Nawet przy wielokrotnych próbach. A jaką szansę macie w totku? Ano taką, że obstawiając 7 losów w tygodniu obstawiając po jednym losie statystycznie wygracie już po… 5473 latach! Bardzo zachęcające.

System

„Ale ja mam system, o którym nie wiedzą inni, ja wygram!”. Bardzo śmieszne. Wyczytany w internecie „system” to bzdura. Skąd ta pewność? Stąd, że maszyny do lotka były testowane u mnie na uczelni. Przez ludzi, którzy całe życie zajmują się statystyką. To od nich wyszły zalecenia co ile losowań powinno się wymieniać maszyny do losowania. Wymieniać? To losowania nie odbywają się cały czas na tych samych? Oooo, niestety. Nawet jeśli maszyny po jakiejś irracjonalnie wielkiej liczbie losowań stają się odrobinę niesprawiedliwe, to to nie ma żadnego znaczenia, ponieważ całe miesiące zanim to się stanie, są złomowane. Przykro mi burzyć Twoją wiarę w znaleziony gdzieś w internecie „system”, ale możesz być pewnym, że to bubel. A z resztą – nawet, gdyby automatów nie wymieniano, stałyby się odrobinę niesprawiedliwe po latach lub dziesiątkach lat losowań. A ta odrobinę większa szansa wylosowania pewnych liczb w stosunku do szansy wylosowania innych i tak by nikomu nie pomogła. Rząd wielkości szansy wygranej się nie zmieni 1 : ponad 13 milionów wciąż pozostanie 1 : 13 milionów.

Pogoń za niemożliwym

Skoro to takie oszustwo, to czemu ludzie grają? Chcą czekać 5473 lat na wygraną (a jeśli obstawiają „tylko” 2x w tygodniu, to okres oczekiwania rozciąga się do 19155 lat)? Otóż mechanizm lotka jest dokładnie taki sam, jak działanie reklamy. Ludziom sprzedaje się nadzieję. Nadzieję na odmianę swojego, zwykle szarego i nieciekawego, życia zupełnie bez wysiłku i prawie bez żadnego wkładu własnego. Gracze widzą w umyśle wizję siebie, jak wylegują się na słońcu i piją drinki z parasolką w krainie krystalicznie czystych lagun. Myślą, że skoro jest jakaś szansa na wygraną, to dlaczego by nie spróbować? Problemy tego podejścia są dwa. Pierwszy polega na tym, że zmiany w naszym życiu opierają się na zmianach naszego podejścia, na włożonym wysiłku. Ale zostawmy to – większość osób tak naprawdę nie chce się wcale zmieniać, nawet jeśli są świadomi faktu, że jedynym powodem ich życiowej porażki są złe nawyki, nastawienie i negatywne cechy, z którymi nigdy nie próbowali walczyć. Zostawmy to i spójrzmy na drugi problem. A polega na tym, że tej w rzeczywistości tej szansy na wygraną nie ma i nigdy nie było. Nie można oszukać rachunku prawdopodobieństwa, bo to oznaczałoby złamanie reguł rządzących od wieków naszym światem. Ludzie nie chcą zrozumieć, że łatwiej skoczyć z 10-tego piętra i wyjść z tego właściwie bez szwanku, niż trafić 6-kę. A jak prawdopodobny wydaje się skok z takiej wysokości zakończony samymi zadrapaniami i powierzchownymi złamaniami czy skręceniami?

Na koniec ciekawostka, którą większość z Was pewnie już gdzieś kiedyś słyszało. W Europie wymyślono i przeprowadzono loterię (w Burgundii, 1443), żeby naprawić nieco nadszarpnięty budżet państwa – i taki był i jest od zawsze jej cel. Ale historia zna bardziej spektakularny i starszy przypadek. Ponoć zbudowanie Wielkiego Muru Chińskiego byłoby niemożliwe, gdyby nie… dochody z loterii… Daje do myślenia, co?

Więc jak – jutro rano znów masz zamiar wykupić los?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: